Wywiad z Błażejem Klimkiem i Krystianem Kujawą

W trakcie krótkiej przerwy w rozgrywkach do Błękitnych Stargard dołączyło pięciu nowych zawodników – dwóch obrońców, dwóch pomocników i jeden napastnik. Każdy z nich charakteryzuje się ogromną ambicją, wolą walki i walecznością, co zaprezentowali podczas pucharowego meczu z Wartą Poznań.

Podczas krótkich rozmów postanowiliśmy zatem nieco przybliżyć kibicom sylwetki nowych zawodników. Na pierwszy ogień obrońcy – 20-letni Błażej Klimek i 24-letni Krystian Kujawa.

BŁAŻEJ KLIMEK

Jak oceniasz debiut w stargardzkiej drużynie w meczu przeciwko Warcie Poznań?

– Uważam, że wypadł ok. Szkoda mi tylko drugiej bramki. Być może gdybym się lepiej zachował w tej sytuacji, to udałoby się wygrać to spotkanie i awansować do kolejnej rundy. Niemniej uniknąłem poważniejszych błędów i byłem zadowolony z własnej postawy.

Co jest Twoją największą zaletą na boisku?

– Odpowiem nieco trywialnie, że gra w obronie. Jestem uniwersalnym zawodnikiem i mogę grać na każdej pozycji w szeregach defensywnych. Dopasuję się do każdego ustawienia. Ponadto nieźle radzę sobie  w grze głową.

Nad czym natomiast musisz jeszcze popracować?

– Jest jeszcze wiele do poprawienia. Przede wszystkim gra bez piłki, co jest podstawą na środku obrony. Wiadomo, że piłkę w trakcie meczu posiadamy tylko przez kilka minut, reszta to natomiast dobre ustawianie się na boisku, z czym w dorosłej piłce miewam kłopoty. Ponadto chciałbym poprawić grę słabszą nogą.

W ostatnich latach często zmieniałeś barwy klubowe (Elana, Skra, Górnik Czeladź, a nawet Hutnik Szczecin). Czego oczekujesz zatem po występach w Błękitnych?

– Moim celem jest wywalczenie sobie jak największej ilości minut na boisku. To jest mój ostatni rok w roli młodzieżowca, co chciałbym wykorzystać. Liczę na to, że nabiorę doświadczenia. Generalnie chcę się pokazać z jak najlepszej strony, żeby kibice byli ze mnie zadowoleni.

Śledząc Twoją karierę zawodniczą zauważyłem, że przez kilka lat reprezentowałeś barwy czeskiej MFK Karvino. Jak tam trafiłeś i jak wspominasz tamten okres?

– Trafiłem do naszego południowego sąsiada bardzo przypadkowo. Kolega z drużyny chciał zmienić klub i zabrał mnie ze sobą do Czech. Spędziłem więc tam dobre pięć lat i wspominam ten czas bardzo pozytywnie. Chodziłem tam do szkoły, grałem na naprawdę dobrych boiskach. Poznałem doskonałą, znacznie lepszą niż w Polsce, organizację piłki młodzieżowej.

Rozmawiał: Marcin Brański

KRYSTIAN KUJAWA

Jesteś najnowszym nabytkiem Błękitnych Stargard. Czy zdążyłeś się już zapoznać z zawodnikami, czy trenerami?

– Bardzo się cieszę, że dołączyłem do stargardzkiej drużyny. Wiem, że jest to zespół w przebudowie, nie miałem więc żadnych kłopotów z aklimatyzacją. Chłopaki fajnie mnie przyjęli i jestem bardzo podbudowany tym faktem.

Podoba Ci się miasto Stargard, wszak to najstarszy gród Pomorza Zachodniego?

– Jeszcze nie miałem okazji na dłuższy spacer po mieście. Zauważyłem jednak, że miasto jest bardzo ładne, góruje nad nim wieża pięknego kościoła, wokół miasta rozcierają się mury i efektowne bramy. Jednak na głębsze zwiedzanie i poznawanie wszystkich atrakcji Stargardu przyjdzie jeszcze czas.

W sezonie 2015/16 jako zawodnik Wisły Kraków rozegrałeś jedno spotkanie na boiskach ekstraklasy przeciwko Pogoni Szczecin. Czy pamiętasz tamten pojedynek i czy nie marzy Ci się powrót na ekstraklasowe boiska?

– Oczywiście, gra w ekstraklasie to niesamowite przeżycie. Pamiętam tamto spotkanie. Zacząłem je w wyjściowym składzie Wisły, przegraliśmy je 0:1, a po meczu czuliśmy spory niedosyt. Dla młodego chłopaka, jakim wówczas byłem, było to jednak wielkie przeżycie. Cały czas dążę do tego, aby udało się jeszcze kiedyś zagrać na najwyższym szczeblu.

Teraz z kolei przeniosę się do całkiem niedawnego meczu, w którym jako zawodnik Garbarni Kraków przyczyniłeś się do sprawienia psikusa Błękitnym, fundując im niesamowitą nerwówkę w końcówce ligi. Co powiesz o tym meczu?

– Pamiętam doskonale to niesamowicie wyrównane spotkanie, w którym bramki padały co kilkanaście minut. Udało nam się wygrać i zapewnić utrzymanie w II lidze, ale emocji nie brakowało do samego końca, były słupki i poprzeczki.

Grałeś już w wielu klubach w całej Polsce. Gdzie czułeś się najlepiej, który okres zapadł Ci najbardziej w pamięci?

– W każdym z klubów, w którym występowałem poznałem wspaniałych ludzi, kolegów. Każde miejsce kojarzy mi się z czymś innym. Najbardziej sentymentalnie wspominam jednak pobyt w Wiśle Kraków. Spędziłem tam aż pięć lat, wywalczyłem dwukrotnie mistrzostwo Polski juniorów, zadebiutowałem w ekstraklasie. Dzieliłem szatnię ze znakomitymi zawodnikami, nabrałem doświadczenia.